Magazyn Sukces [PL]

       Zaczynali od zera, biura w salonie lub garażu. Dziś rozpisują się o nich największe światowe media, a oni zgarniają branżowe nagrody i konkurują z najlepszymi. Polscy twórcy gier komputerowych sukces zawdzięczają tylko sobie.

 

Praca zaczyna się po godzinach

 

       Droga na szczyt zwykle jest wyboista. Przekonali się o tym też Iwona Boryczka–Grzyb i Janusz Grzyb. Osiem lat temu założyli Baltoro Games. Dziś mają za sobą ponad 120 wydanych gier i wciąż tworzą kolejne. Jednak zanim zaczęli szturmem opanowywać rynek, musieli swoje przejść. Śmieją się, że ich firma to typowe home–made. Kiedy Baltoro stawiało pierwsze kroki, oboje pracowali na etatach. On był menedżerem w jednej z zagranicznych korporacji, ona… nauczycielką. Pracowali po 16 godzin na dobę, nie mieli weekendów i świąt. Nie było czasu dla rodziny, przyjaciół, znajomych. Jeden raz udało im się wyjechać na dwudniowy urlop w góry. Ale i tam dopadła ich praca. Dosłownie. Na szlaku na Orlej Perci Janusz uczepiony jedną ręką łańcucha w drugiej ręce trzymał komórkę i uzgadniał z grafikiem szczegóły projektu.

       – Firma powstawała „po godzinach”, w domu. Prawie jak manufaktura. Dwie osoby w salonie przerobionym na biuro oraz jeden zaprzyjaźniony grafik pracujący zdalnie. Nie mieliśmy wtedy specjalistycznych narzędzi – wspomina Iwona. Tłumaczenia na języki obce drukowali na kartkach, a później wpisywali odręcznie do gry. Jeśli daną grę trzeba było przetłumaczyć np. na pięć języków, w korytarzu rozkładali kilka metrów kartek. Na szczęście obyło się bez kredytów i pożyczek od rodziny, początkowy kapitał pochodził z własnych oszczędności. Jednak wbrew pozorom nie rzucili się z motyką na słońce. Czasu było mało, ale know–how mieli całkiem spory. Janusz od 16. roku życia programuje gry. Równolegle do pierwszego dziecka Baltoro Games, gry o skokach narciarskich, Grzyb napisał swoiste kompendium wiedzy o programowaniu. Książka, podobnie jak gra, okazała się sukcesem. Nic dziwnego, Janusz jest specjalistą, a z grą trafili na podatny grunt...

 

PRZECZYTAJ CAŁY ARTYKUŁ >>